W poniedziałek, 21 marca 2011 r, w DZIEŃ WAGAROWICZA, czyli I dzień wiosny wybraliśmy się do poznańskiej Hali Arena, gdzie zobaczyliśmy i posłuchaliśmy zespołów: Pectus, Volver, Blue Cafe, Manchester, oraz Stachursky'ego i Pawła Stasiaka z zespołem Papa D na koncercie ARTYŚCI PRZECIWKO DOPALACZOM I INNYM UŻYWKOM. Wejściówki zorganizował dla młodzieży "ze swojej szkoły:)" poseł Jakub Rutnicki (tak, tak, chodził do naszego LO). On także sprawił, że oprócz wymienionych wyżej zespołów, na profesjonalnie przygotowanej scenie wystąpili: Ada Wojtaszek i Adrian Skrzypek z IIc oraz (póki co gimnazjalista - Trays, no i absolwent LO-Patryk) czyli SCA. Koncert rozpoczął się o godz. 13.00 ( z przygodami, jednak-dotarliśmy) i trwał do 16.00. Za autokary zapłaciła Komisja rozwiązywania problemów alkoholowych, stad i nasz wyjazd... był za darmo:)
A pod zdjęciową prezentacją - opinie uczestników wyjazdu, zajrzyjcie:)(wystarczy kliknąć "Wiecej...")
Ciąg dalszy zdjęć... wkrótce:)
Nie miałam tej recenzji w planach, ale nie ma to jak mały spontan. Poza tym - przegryzło się wszystko i mogę przedstawić moje spostrzeżenia już „ochłonięte” =) „Zużyłam” połowę swoich zapasów (obowiązkowo krakersy, biszkoptów wyjątkowo nie było) nim autobus wyjechał z Pniew, co wprawiło mnie w nastrój iście wycieczkowy. Odprawiwszy ten rytuał, nastawiłam swój umysł na jedno: SCA. A dalej jakoś „zleci” - pomyślałam. Nie jestem psychofanką Niebieskiej Kawy, Papa D., Stachurskiego czy zespołu Pectus. Manchester nawet mnie „kupił” (zwłaszcza fajna broda gitarzysty =). Natomiast o The Pupils nawet nie wspomnę. Cenię młodzież dążącą do spełnienia marzeń, rozwijania pasji itepe itede, ale jest w nich coś, co mnie niesamowicie irytuje. Mieszanka High School Musical, RBD, t.A.T.u. w reakcji z wodą sodową, pijawkami (czytaj: tancerki) i cukrem – zabójczo denerwujące. Brakowało tylko fajerwerków. Nie krytykuję ich dlatego, że zrobiły to Ola i Kamila, ale po prostu musiałam wyładować tę czterodniową frustrację połączoną z niedowierzaniem... Do dziś toczą się spory czy wokalistka Blue Cafe śpiewała z playbacku. Ja tam uważam, że raczej chyba na pewno nie. Jeśli chodzi o ten cud techniki odbierający fanom frajdę przyjścia na koncert i wiarę w idola, czasami udaje mi się trafnie ocenić czy playback był, czy też nie. Dlatego w tej kwestii śmiem nie zgodzić się z szanowną Lożą Szyderców =) Papa D mnie nie porwało – nie moje klimaty i tyle. Pectus – ujdzie, że tak niegrzecznie powiem. Zdziwiłam się, że wokalista „ma taki głos!” Ale... playback czy nie? Oto jest pytanie! Udzieliła mi się ta niewiara XXI wieku. Volver – nie wiem czy powinnam wiedzieć, ale nie wiem kto to taki. Nawet nie pamiętam ich występu, co znaczy, że pewnej części ciała mi nie urwało, jak to mówi wiadomo kto =) Manchester – nawet nawet. No dobra, przyznaję, podobali mi się najbardziej. Oczywiście zaraz po SCA =) Mówię to w pełni świadomie i obiektywnie. W miarę. Stachurski czy tam Stachursky. Guru Światła. Czekałam na „Jedwab”, a konkretnie, tylko na tę melodię, bo co do tego, czy Guru raczy wydusić z sobie choćby nędzne „farbowane” miałam poważne wątpliwości już od pierwsej piosenki... Sprawiał wrażenie, jakby pomylił koncerty. Albo planety. A ja stałam tak sobie pod sceną z wymownie uniesionymi brwiami. Oj! Jaka ja jestem okrutna! Przecież wszyscy czekają na mrożący krew w żyłach opis wypadku, jaki przytrafił się chómanom. No przecież! Poprzestanę na tym, że, na szczęście, nikomu nic się nie stało. Najedliśmy się strachu i tyle. Ale za to loża lamentujących "jeszcze godzinę po" wyprowadziła mnie z równowagi bardziej niż sam incydent. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, płakać, w milczeniu wbijać paznokcie w siedzenie, zatkać sobie uszy czy wyskoczyć z autobusu przez zamknięte drzwi. Może jestem nieczuła, bagatelizuję to, co się wydarzyło, a może jeszcze coś innego. Wiem, wiem. Mogło się stać coś o wiele poważniejszego, ale się nie stało i z tego się radujmy i weselmy. Ważne, że jest się czym pochwalić. No i jest temat do rozmów do czerwca. Ale też poprzestałam. No to poprzestaję teraz. Koncert zaliczam do udanych. Playback zrekompensowały wrażenia bonusowe i bezcenny śmiech Kasi. Awangarda, jeśli chodzi o spędzanie Dnia Wagarowicza =) Moje rozczarowania? Ada mi nie pomachała i nie złapałam mózgu... Ale nic straconego. Mam swój, poza tym tamten podejrzanie pachniał...
***
Wyjazd na koncert do poznańskiej Areny z okazji pierwszego dnia wiosny- ciekawe przeżycie. Jednak nikt z osób jadących autobusem ‘humanów’ nie spodziewał się, że będzie aż tak ‘ciekawe’.. Otóż awaria autobusu- krótko rzecz ujmując i oczekiwanie na autobus ‘mat-fizów’ sprawiły, że niestety mieliśmy opóźnienie… Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce i stanęłam pod halą, usłyszałam muzykę i szybko ruszyłam w stronę wejścia- w końcu był to początek „Chłodu Serca”. Spóźniona grupa z Pniew zrobiła szał pod sceną już na wejście. Sama głośno krzyczałam i doczekałam się odzewu ze sceny- Ada mi pomachała :) Jakaż to była satysfakcja! Moi koledzy i koleżanka Ada (to też mogę powiedzieć z satysfakcją, bo nie każdy może się poszczycić znajomością z Gwiazdami ;p) zakończyli swój występ utworem „Słuchając serca”.Po tym występie mogłam już spokojnie zasiąść na trybunach i bez większej ekscytacji słuchać piosenek innych wykonawców. Jako pierwsi na scenę weszli zapowiadani przez Marka Sierockiego Papa D. Nie przepadam za ich utworami, tym bardziej kiedy grają je z playbacku. Ten zespół zapisał się u mnie in minus tego dnia. Następni byli The Pupils- młode gwiazdeczki rodem z Poznania. Dziewczyny stylizowane na grzeczne uczennice w mundurkach, które przywodzą mi na myśl jedynie angielskie szkoły i chłopcy przypominający Justina Biebiera zarówno wyglądem jak i śpiewem. Oni także zapisali się w mojej pamięci negatywnie z kilku względów- jeden z członków tego zespołu wspomniał w swoim wprowadzeniu przed występem, że są dzisiaj jedynymi artystami w wieku szkolnym (zapomniał, że kilka minut przed nimi wystąpili nasi koledzy), śpiewali nudne piosenki jakby żywcem wycięte z High School Musical, no i nie zrobili na mnie dobrego wrażenia. Zapulsował jedynie jeden z nich śpiewając „Daddy Cool” prawdziwie męskim głosem i tancerki prezentujące dość dobry poziom. Następny był zespół Blue Cafe. O tym występie niewiele można powiedzieć. Znów playback. Gdy skończyła się piosenka, wokalistka spróbowała jeszcze nawiązać współpracę z publicznością zachęcając ją do śpiewania. Wydaje mi się, że to nie specjalnie przypadło do gustu osobom zgromadzonym w Arenie. Później wystąpił zespół Volver. Sympatyczny i, co najważniejsze, skromny wokalista zjednał sobie moją sympatię. Jego zachowanie na scenie mnie nie irytowało. A co do muzyki, no to najważniejsze, że była wykonywana na żywo i to w nawet dobrym stylu (choć nie mi oceniać czystość wykonania). Po tych balladach, z których jedna była doskonale znana wszystkim, nawet mnie, nadszedł czas na zachrypniętego showmana, czyli Stachusky’ego. Publiczność dobrze się bawiła i śpiewała razem z artystą jakże ambitny refren: „Zostańmy razem, zostańmy razem; ja i ty”, a mi podobała się jedynie piosenka pt.: „Jedwab” z repertuaru Róż Europy. No i wreszcie nadeszła upragniona chwila, mianowicie na scenie pojawił się zespół Manchester. Muzyka grana przez nich to ciekawe gitarowe brzmienia w połączeniu z życiowymi tekstami na dość dobrym poziomie. Frontman tej formacji łudząco przypominał mi Maryjusza Kałamagę z kabaretu Łowcy.B i tak samo go polubiłam. Tak więc Manchester zapisał się in plus, jako jeden z nielicznych. Całość zamknął Pectus. Temu występowi przyglądałam się już spod sceny. Nie wiem, czy moje wrażenie jest prawdziwe, ale wydaje mi się, że przy tych piosenkach publiczność bawiła się najlepiej- może dlatego, że to był już koniec. Później były tylko podziękowania, chwila dla reporterów i przemówienie Minister Zdrowia - Ewy Kopacz: „ Żeście dobrze się bawili”, które zapewne raziło humanistów. Ciekawą atrakcją, o której warto wspomnieć, było polowanie na mózgi. Tak, tak to nie pomyłka- w Arenie rozdawali mózgi, ale takie gumowe, do ćwiczenia mięśni.Ogólnie mogę powiedzieć, że byłam dość krytyczna w stosunku do wielu artystów - nie podobały mi się występy, playback, ruchy sceniczne, wygląd i wszystko co można było skrytykować. Zapewne to wpływ mojej towarzyszki Oli ;) Mimo wszystko, tak duża impreza nie pozostawia mnie jednak obojętnej. Przede wszystkim liczy się hasło tego koncertu: Artyści Przeciwko Dopalaczom (choć tutaj też mogę się przyczepić, że dopalaczy już nie ma jako takich, ale te dopalacze należy rozumieć bardzo szeroko), które pokazuje alternatywę dla młodych ludzi. Podobają mi się takie akcje. Bardzo tutaj narzekam, ale czasu spędzonego w Poznaniu nie uważam za zmarnowany. Obiektywnie SCA i Manchester najlepsze. Kto najgorszy… chyba można wywnioskować po mojej wypowiedzi... Bardzo ciekawy pierwszy dzień wiosny, taaaak :)
KamYla
***
Jak co roku, 21 marca, spodziewałam się strasznego ataku alergii, ale nie... Nie powiem, że byłam z tego powodu zadowolona, bo nie chciało mi się jechać do Poznania na darmowy koncert „Artyści przeciwko dopalaczom”. Około godziny 11, po uczniów naszej szkoły podjechały dwa autobusy(na szczęście:) ) Pamiętam, że gdy wsiadaliśmy do „naszego” autobusu, Maciej powiedział: „Ooo, jaki przestronny. Fajnie”. Nie spodziewając się niczego, rozsiadłam się wygodnie, zaczęłam czytać książkę i słuchać muzyki. Spokojną podróż zakłócił jednak pewien incydent... Pani Iwonka rozdawała nam czerwone bransoletki wstępu. Nagle usłyszałam wybuch. Okazało się, że opona postanowiła pobawić się w terrorystę i pękając wysadziła podłogę. Na szczęście nikomu zbytnio nic się nie stało, ale nasza podróż miała dobiec końca... Zastanawialiśmy się z kolegami nad możliwymi środkami transportu, każdy kolejny pomysł był głupszy od poprzedniego. Ale - nadeszło wybawienie! Autobus, który dowiózł druga grupę do poznańskiej Areny, wrócił po nas! Chcieliśmy zdążyć na koncert NASZEGO Adiego, więc jak tylko dojechaliśmy na miejsce, zaczęliśmy biec. Dlaczego? Ponieważ było słychać pierwsze takty doskonale znanego nam „Chłodu serca”. Koledzy z SCA (i Adka;]), występując przed około 5 tys. ludzi, obiektywnie mówiąc dali radę. Muszę stwierdzić, że wyszło im o wiele lepiej niż w Pniewach ;) Ale, ale... Jeszcze jedno. Jak zobaczyłam Adiego na scenie, doszłam do wniosku, że SCA jest świetnym przykładem jak spełniać własne marzenia. Doskonale pamiętam ich początki i choć nie było łatwo- wybili się. Powiem więcej, zajdą jeszcze wyżej ( takie małe proroctwo :) ) O tym, że występ Pniewiaków się podobał, świadczyły pytania od widzów: „Ej, co to za zespół? Ale fajny.” No więc- brawo nasi! SCA było supportem, dopiero po ich występie zaczął się właściwy koncert prowadzony przez Marka Sierockiego. On też powiedział, że dzisiaj gra „tylko dobra muzyka”. Jak się okazało, pojęcie „dobrej muzyki” jest względne... Obecnością zaszczyciła nas minister zdrowia- pani Ewa Kopacz, która przestrzegła przed zgubnymi skutkami używania dopalaczy. Jako pierwszy na scenie pojawił się Paweł Stasiak z zespołu Papa D. Niestety, nawet przywołanie mojego imienia w piosence mu nie pomogło. Zupełnie jego występ mi się nie podobał. Publiczność pod sceną też nie szalała ;) Warto dodać, że w przerwach między kolejnymi artystami, transmitowane były filmiki mające zniechęcić młodzież do sięgania po dopalacze. Niestety, treści nikt zbytnio nie słuchał. Następnie na scenę wybiegli poznaniacy- The Pupils. Hm... trudno określić co o nich pomyślałam, ale przytoczę zasłyszaną opinię: „Aa to ci, co się kreują na High School Musical”. Mimo wszystko im współczuję, szczególnie stroju niczym z amerykańskich, prywatnych szkół. Nie podobali mi się, nie moje klimaty, ale... bardzo podobał mi się niski, ciepły głos jednego z członków zespołu. Później wystąpił zespół Volver, chyba jedyny który „jako-tako” znałam, ale i tak nie za bardzo lubię. Jednakże podobała mi się spontaniczność i naturalne zachowanie wokalisty. Po nich... o zgrozo! Blue Cafe... Powodów dlaczego nienawidzę tego zespołu, wykonywanej przez nich muzyki jest wiele... Żeby nie zniechęcać ani nie urazić uczuć innych osób, lekko ukryje moje oburzenie (Ci co mnie znają doskonale wiedzą, jak potrafię zmieszać z błotem). Po pierwsze- jestem uczulona na playback. No przepraszam, ale nie po to idę na koncert, żeby słuchać muzyki z taśmy. Równie dobrze mogłabym sobie włączyć radio (mniejsza o to, że tego zespołu nawet bym nie słuchała). Dobijała mnie „sztuczna naturalność” wokalistki, która wijąc się po scenie pokazywała jedynie to, że „umie biegać na obcasach”. A o „inteligentnych” tekstach piosenek już nie wspomnę... Wrrr.. Może już przejdę do następnego punktu programu, a był nim powszechnie znany i lubiany Stachursky. O dziwo to on zrobił największą furorę. Choć mało co śpiewał (średnio 10 słów na minutę) to publiczność „dośpiewywała ” sobie resztę. Ewidentnie było widać, że miał świetny kontakt z publicznością. Po Stachurskim, pod sceną troszkę się „wyludniło” ale nie na długo, bo na scenę wkroczył zespół Manchester. Muszę przyznać, że bladego pojęcia nie miałam co to, kto to etc. Ale zrobili na mnie pozytywne wrażenie. O, nawet wizualnie spodobał mi się wokalista (jego głos też, żeby nie było), ale to pewnie dlatego, że siedziałam daleeeko i wysoko :) Gdy swoją obecnością zaszczycił nas zespół Pectus, byłam już pod sceną. Nie, żebym była ich fanką (nie znam żadnej z ich piosenek..), ale po prostu Zosi znudziło się siedzenie na trybunach i postanowiliśmy zejść na dół. Jak się okazało, był to ostatni zespół, który mieliśmy okazję „podziwiać”, gdyż od razu po nim „zwinęliśmy się” do domu. Co mi się podobało? Sufit/strop(trudno określić) hali Arena i to, że z Kamilą stworzyłyśmy „mini-lożę szyderców” komentując każdy występ. Zdecydowanie na nie (z kwestii pozaartystycznych) bransoletki wstępu. Czułam się w niej jak gołąb pocztowy, a poza tym, strasznie uwierały i utrudniały ruchy nadgarstka. Generalnie, jeśli muszę określić (najlepiej w skali) to koncert oceniam na około 4/10. Zawsze lepiej jechać na taką imprezę niż siedzieć w szkole. Więc jeśli będziecie mieli okazję w przyszłym roku jechać, to jedźcie :) Mimo wszystko, dla mnie największą atrakcją była pęknięta opona, ale cóż. Jak to się mówi: „są gusta i guściki”. skakana drewnianka (czy jakoś tak)
Komentarze
0#Oj Ola, Ola =) —
Natalia Szymańska2011-03-24 20:00
Ten gołąb pocztowy mnie powalił =) I skakana drewnianka =) Z przyjemnością czytałam Wasze recenzje, dziewczyny. Nie ma to jak "Loża szyderców". Natchnęłyście mnie do tego stopnia, że postanowiłam coś skrobnąć. Przynajmniej jakoś spożytkuję ten czas wolny =) Jak to lubi powtarzać do znudzenia nasza koleżanka, "i tak nikt tego nie czyta, więc po co tyle pisać?". Ale zawsze można, chociażby dla własnej satysfakcji... Że się należy do osławionej "Loży szyderców" =) Pozdrawiam wszystkich!
Redakcja lo.pniewy.net chce utrzymywać komentarze na minimalnym poziomie, który sobie założyła, dlatego wprowadziliśmy pewne zasady komentowania. 1. Komentarze do wpisów są przez nas moderowane, więc nie pojawiają się automatycznie po wysłaniu. Ma to na celu wyeliminowanie spamu oraz opinii zawierających niecenzuralne treści, obrażających redakcję i innych czytelników serwisu. 2. Wszystkie komentarze sprawdzane są przez filtr antyspamowy, zwłaszcza, jeśli w ich treści znajdują się linki oraz słowa zakazane. Filtr ten może zatrzymać Twój komentarz w celu moderacji. Jeśli komentarz będzie typowym spamem, nie zostanie opublikowany. 3. W celu dodania komentarza użytkownik musi podać swój nick i adres e-mail. Adresy e-mail dostępne są do wglądu tylko i wyłącznie administratorowi i właścicielowi strony. Ich dostęp jest chroniony zarówno przed innymi użytkownikami jak i robotami indeksującymi wyszukiwarek internetowych. Adresy te nie są również publikowane na żadnej stronie tego serwisu. 4. Adres e-mail powinien być poprawny i funkcjonalny, aby umożliwić kontakt administratorowi serwisu z jego autorem. 5. Właścicielem praw autorskich komentarza jest jego autor, który tym samym przyznaje prawo do jego publikacji przez stronę lo.pniewy.net. 6. Pod postami komentujemy tylko ich treść merytoryczną. Jeśli zauważycie błąd językowy na stronie lub w jej działaniu, zgłaszajcie ten fakt na adres administrator@lo.pniewy.net. Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Można też wypełnić formularz Kontakt. 7. Administratorzy serwisu nie ponoszą odpowiedzialności za treści publikowane przez czytelników przez system komentarzy - za treści te odpowiada tylko i wyłącznie autor komentarza. 8. Osoby zarejestrowane na stronie lo.pniewy.net nie mają konieczności wpisywania kodu antyspamowego oraz nie widzą tego regulaminu. Uzyskują tez dodatkowe możliwości.
Komentarze
Jakość obrazu słaba -bo słaby sprzęt ale myślę, że dźwięk jest zadowalający
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.